o blogu

:

w

Zanim pokrótce przedstawię, jak sobie wyobrażam prowadzenie niniejszego bloga, wyjaśnię, dlaczego w ogóle musiał powstać.

21 kwietnia 2026 założona przeze mnie kilkanaście lat temu i zrzeszająca kilka tysięcy osób grupa dyskusyjna Luteranie w Polsce została przez algorytmy Facebooka zawieszona/usunięta [nie ma 100% pewności, co się stało, w każdym razie grupa znik’ła] pod absurdalnym zarzutem wyłudzania pieniędzy [prawdopodobnie jakiś bot usiłował wrzucić na grupę jakiś scam, który przez inny bot został uznany za na tyle niebezpieczny, że trzeba usunąć całą grupę; co najbardziej absurdalne – na grupie była moderacja postów, więc taki wpis nie był w stanie wydostać się z poczekalni i zostać ujrzanym przez kogoś spoza administracji]. Ponadto sczezły także konta trojga adminów [w tym moje] i parę fanpage’y. Odwołaliśmy się, ale bez pozytywnego skutku, próbujemy obecnie innych dróg odzyskania dostępu do tych treści.

Na swoim koncie na Facebooku pisałem o różnych sprawach: typograficznych [litery, ligatury, loga, cyrylica, łacinka, rowasz, hebrajski itd.], języko- [języki ugrofińskie, języki sztuczne itp.] i religioznawczych [luteranizm, prawosławie, miafizytyzm, mariawityzm, unitarianizm, mormonizm itd.], heraldycznych i weksylologicznych [w tym o herbach i flagach socjalistycznych].

Codziennie coś wrzucałem: jakiś skrin, jakiś kolaż, jakieś zdjęcie itp. Niemal zawsze z krótszym lub dłuższym opisem [o ile większość grafik gdzieś powinienem mieć na dyskach zewnętrznych, o tyle opisy oczywiście przepadły]. Najczęściej były to rzecz jasna małe rzeczy: coś, co nadawało się w sam raz na zrobiony naprędce od niechcenia post na fejsie, a nie na gruntownie zredagowany i uźródłowiony wpis na blogu. Ale tych małych rzeczy zgromadziło się sumarycznie bardzo dużo [wg informacji wyświetlanej od niedawna pod zdjęciem profilowym było to ok. 27 tys. postów]. W dodatku często wracałem do dawniejszych treści i uzupełniałem je w komentarzach jakimiś nowymi znaleziskami…

Sądząc po tym, że przez te kilkanaście lat mojej bytności na fejsie zyskałem grono znajomych i obserwatorów, spośród których wielu nigdy nie widziałem w realu, a którzy czytali i komentowali moje wpisy oraz na nie reagowali, szkoda byłoby żeby to wszystko ot tak przepadło. Ponoć w internecie nic nie ginie, no chyba że akurat ginie.

Będę próbować to odtwarzać, zresztą i tak od dłuższego czasu miałem mglistą wizję założenia jakiegoś bloga, a moja działalność na fejsie miała się, o ironio, przyczynić do zebrania i uporządkowania materiału. Cóż, okazuje się, że trzeba będzie to teraz rekonstruować z głowy.

Długo głowiłem się nad nazwą, miałem parę chyba ciekawych pomysłów, ale ostatecznie zdecydowałem się na mało odkrywczą nazwę, czyli po prostu moje personalia.

  • po pierwsze tak właśnie funkcjonowałem na fejsie, a zatem istnieje szansa, że moi znajomi i obserwujący w ten sposób tu trafią
  • po drugie żadna z wykoncypowanych przeze mnie nazw nie odpowiadała całości moich zainteresowań
  • po trzecie obawiam się, że po jakimś czasie [a bloga zamierzam prowadzić bez względu na okoliczności] dana nazwa mogłaby mi się znudzić, a do swojego imienia i nazwiska zdążyłem się przyzwyczaić i je polubić 😀

Jeśli ktoś z Was pamięta moją aktywność na fejsie, no to tu może spodziewać się czegoś podobnego.

Muszę się jeszcze oswoić z wordpressem [jak ostatnio robiłem strony, to po prostu pisałem HTML w notatniku i od razu wiedziałem, gdzie wszystko jest, a tu na razie trochę po omacku się w tych różnych udogodnieniach poruszam], no ale zobaczymy.

Zachęcam do komentowania pod poszczególnymi wpisami, wkrótce pewnie ogarnę też jakiegoś newslettera i rss.


Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *